Witaj!

W tym wyjątkowym i wspaniałym czasie witam Cię Podróżniku! Podobno najlepszym co nam się wydarza jest życie w ciekawych czasach. Czy takie atrakcje jak teraz są wystarczająco ciekawe?

Oczywiście niektórym wydaje się że to koniec świata jaki znamy i taka też może być prawda. Albo że ……… (cokolwiek ty wpiszesz tutaj).

I właśnie teraz, a właściwie zwłaszcza teraz radość i szczęście jest wskazane do odczuwania i na czasie. Lub jak to określiła moja Guru podczas wielkanocnego przekazu: Szczęście nadal jest trendem. Choć uśmiechałam się myśląc, że gdyby to zdanie przetłumaczyli Górale z Podhala, którzy zamieniają pewne zgłoski w wyrazach na inne to brzmiałoby: Szczęście nadal jest trondem. I wtedy nie byłoby to najlepsze zdanie, bo „trondem” można się też zarazić i były takie epidemie w historii. Może kiedyś szczęście będzie również zarazą. Tu mamy tu super tłumaczenie: https://www.siddhayoga.org/teachings/gurumayis-teachings-for-2020/employing-the-virtues

To co się wydarza może być katastrofą albo błogosławieństwem. Jak zawsze można spojrzeć na jasną stronę albo ciemną stronę. Szklanka może być do połowy pusta albo do połowy pełna? Którą wersję wybierasz?

Ja widzę całość, bo prawdą jest że szklanka jest i w połowie pusta i pełna. Kwestią jest tylko interpretacja tego faktu i zrobienie afery z tego że jest pusta, albo zrobienie burzy w tej przysłowiowej szklance wody. System może zrobić wszystko, a ty, ja możesz temu podlegać i wierzyć, albo zatrzymać się i rozpoznać całą sytuację w sobie. W sobie również możesz ją zmienić.

Dla mnie najważniejsza wiadomość jest taka, że mogę się napić i zaspokoić pragnienie tą wodą, gdy będę powoli i z rozkoszą delektować się uczuciem picia wody, doświadczaniem przepływu i czuciem. Ty też możesz. Naprawdę. 🙂 Weź szklankę wody, a nawet pół i sprawdź. Nie wierz mi na słowo, tylko doświadcz.

W miejsce tej wody możesz umieścić cokolwiek jest twoim marzeniem, pragnieniem czy potrzebą, które w tej sytuacji musisz zatrzymać, ograniczyć czy zupełnie zrezygnować.

A najlepszym co polecam zrobić to pójść napełnić kolejną szklankę, kiedy wypiję tamtą. I najlepiej dotrzeć do źródła czystej wody. Wewnątrz i w świecie też. Wewnątrz bije ono w sercu każdego z nas. Kiedy odkryjesz źródło w sobie, to przestajesz być zależny od źródła zewnętrznego, bo wtedy to ty jesteś tą fontanną obfitości.

Ten obrazek fontanny namalowałam w poniedziałek wielkanocny jako prezent urodzinowy dla przyjaciela. 2 dni wcześniej rozmawiałam z nim w dniu jego urodzin. W trakcie rozmowy on naprawiał fontannę w ogródku swojego domu, a ja naprawiałam wewnętrzną w swoim domu, w sercu. 🙂 Wspólnie TO uzdrowiliśmy.

Potem po namalowaniu przeczytałam jeszcze w książce innego mojego przyjaciela Ricka Jarow „Antykariera – w poszukiwaniu pracy życia” o tym, że „Serce jest siedzibą dobrobytu. Jeśli ktoś osiąga dobrobyt, nie mając otwartego serca, to nadal będzie się czuł biedakiem.” Ta książka kiedyś była wielkim wsparciem na etapie zmiany i wytrwania w pracy, która zawsze była inna. Może dla Ciebie też będzie, bo nadal jest aktualna. Tutaj fragment książki: http://thejourney.pl/spotkanie-anty-kariery-rick-jarow/

Wydaje się, że ta sytuacja jest wyjątkowa i coś nam zabiera, ograbia z tej połowy szklanki wody. A w historii ludzkości co chwilę wydarzały się podobne. Tylko że umysł ma tendencję do zapominania i wypierania ze świadomości, więc kiedy coś takiego się wydarza to się czuje zaskoczony i zdezorientowany. Jeśli ktokolwiek interesuje się historią to łatwo zauważy, że podobne „sytuacje” wydarzały się już wielokrotnie. W ubiegłym wieku co kilkanaście lat były wojny, I światowa, potem II, potem zimna wojna, potem stan wojenny w Polsce, a w międzyczasie różne małe lub większe „zawieszenia” systemu. No i pamiętajmy, że cały czas trwała wojna domowa, o której nawet zrobiono świetny serial. W tym tysiącleciu mieliśmy też już chwilę „zatrzymania świata” po upadku World Trade Center, po którym podróżowanie samolotami na całym świecie się zmieniło. Ostatnio czytam też książkę o życiu Świętej Kingi i okazuje się że w trakcie jej prawie 60 letniego życia Polskę najeżdżały hordy tatarskie i to 3 razy, w 1241, w 1259, w 1287. Dokładnie w odstępach 18-19 lat, kiedy kraj został już odbudowany, wrócił do normy i bogactwa, pojawiali się znów Tatarzy, niszczyli, grabili, palili wszystko na drodze, a ludzie musieli chować się w jaskiniach czy zamkach. I odchodzili, jak zaraza. A potem zabawa zaczynała się od nowa. I w następnych wiekach to samo. Ciekawa jest prawidłowość tych wojen co 18-19 lat, również w tym wieku. Teraz mamy napad … wirusa, kiedyś byli Hunowie, albo Niemcy, albo ….. zawsze ktoś lub coś na zewnątrz, co można uznać za „winnego” problemu.

Ego co chwilę wymyśla nowy rodzaj wojny czy konfliktu, za 20 lat będzie to wojna już tylko wirtualna, komputerowa, gdy zawirusowany będzie cały system bankowy czy przekazu informacji. Dlatego znając historię warto się z niej uczyć lekcji i nie powtarzać tego, co już mogliśmy się nauczyć w poprzedniej „klasie”. A jeśli teraz się nauczymy, to super, brawo 🙂 I warto „docenić” to, że obecna sytuacja jest jednak o wiele lepsza niż ta 100 czy 700 lat temu.

Tą lekcją jest pokój, miłość i przebaczenie, które uwalnia z więzienia umysłu tego świata. Jeśli chcesz, aby na świecie nastał pokój to jedynym miejscem gdzie on może nastać jest twój własny umysł.

A jak ty myślisz?

I jak Ty się czujesz w tej sytuacji?

Zapytałam specjalnie o to co myślisz, abyś sprawdził jaka jest pierwsza odpowiedź, a potem sprawdź odpowiedź na drugie pytanie?

Zanim zaczniesz czytać dalej moje słowa, posłuchaj siebie, tego, co jest odpowiedzią w tobie.

…..

Czy przez ten czas zatrzymałeś się i przyjrzałeś, rozpoznałeś i uwolniłeś swoje myśli i uczucia związane z tą sytuacją, czy też biernie podlegasz temu, czym karmi cię świat i media?

Ładnie te etapy zmian w historii opisała z punktu widzenia astrologicznego Maria Moonset: https://moonsetstory.blogspot.com/2020/03/wiatr-zmian-2020-efekty-koniunkcji.html

Najlepszy chyba mem o tej sytuacji widziałam na początku marca, kiedy sytuacja dopiero się rozkręcała. Teraz jest już inaczej, ale tym bardziej w kontekście esencji całej sytuacji ten „żart” jest prawdziwy.

W banku stoją ludzie czekający do kasy.

Wchodzi gość z maseczką na twarzy.

Wszyscy zamierają w przerażeniu, że to wirus.

Gościu wyciąga pistolet i woła: To jest napad. Wrzucać mi tu kasę do worka.

Wszyscy oddychają z ulgą i posłusznie robią co każe.

Długo dojrzewałam do wysłania tego listu, bo przechodziłam też swoją wewnętrzną kwarantannę, która dzisiaj się zakończyła. Kiedy zaczęłam pisać ten list to uśmiechałam się myśląc, że teraz większość ludzi nie będzie miała wymówki, że nie ma czasu przeczytać mojego długiego listu, bo raczej na brak czasu to teraz niewielu może narzekać. 🙂

Więc usiądź wygodnie,

weź głęboki oddech i …..

enjoy your flight – przyjemnej podróży. 🙂

Ja widzę i doświadczam samych korzyści z tej całej sytuacji. Dla mnie to niezwykła podróż, podczas której codziennie odkrywam nowe aspekty siebie i świata. Kiedy mnie ktokolwiek pyta o to jak się czuję, to odpowiadam że doskonale, bosko (również dlatego, że w języku hiszpańskim bosque, czyt. boskie, oznacza las ;). Niewiele się również zmieniło w mojej sytuacji życiowej przez wirusa. Mieszkam w lesie (prywatnym), palę w piecu, raz w tygodniu albo nawet rzadziej jeżdżę po chleb do pobliskiej wsi albo po zakupy do pobliskiego miasteczka. Rok temu podjęłam decyzję, aby coraz mniej wyjeżdżać z domu, więc ten etap zatrzymania jest dla mnie błogosławieństwem.

Ale też piszę do Ciebie bo wiem, że nie wszyscy mają tak bosko. Oraz po to, abyśmy jednak ten stan wyjątkowy zakończyli, razem, nie czekając na świat że nam go zakończy. Tylko że tutaj każdy z nas ma wykonać swoją część „pracy” uwalniania się z zamknięcia.

Zawsze kiedy ktoś mnie pyta kiedy to coś, cokolwiek ktoś przeżywa się skończy, to cytuję słowa Jezusa, który w Ewangelii według Tomasza na takie pytanie odpowiadał „Czyż odkryliście początek, iż końca szukacie? Bo tam, gdzie początek jest, tam koniec będzie. Szczęśliwy ten jeden, który stoi na początku: Ten jeden pozna koniec i nie skosztuje śmierci”. Dlatego uwielbiam totalną biologię, bo dzięki niej rozpoznałam jak praktycznie dotrzeć do początku każdej historii czy choroby. Czyli przypomnieć sobie początek jakiekolwiek zdarzenia, choroby, historii i początek mojego życia aby wreszcie odPocząć.

Kiedykolwiek ktoś przychodził do mnie z jakąś chorobą, konfliktem, problemem to zawsze pytałam najpierw o początek pojawienia się tego problemu, co uaktywniło pojawienie się tego bólu, jakąkolwiek formę on mógł przybierać. I oczywiście większość opowiadała o wydarzeniach, faktach, bo tak byliśmy uczeni, aby na takie rzeczy zwracać uwagę. A ja pytam o uczucia, nie te oczywiste, świadome, ale głównie te niewyrażone, zablokowane i obarczone osądem, winą uczucia, bo to jest to, co powoduje wszelkie choroby tego świata, te indywidualne i te globalne.

Po pytaniu i odnalezieniu odpowiedzi o początek „choroby” samoistnie przechodzimy do początku naszego życia, do porodu, jeśli to dotyczyło konfliktów z pracą, ze światem, a potem głębiej o poczęcie i wszelkie wydarzenia w trakcie ciąży. I większość ludzi była na początku zadziwiona tym pytaniem, bo przecież przychodzili z „konkretnym” problemem, chorobą, a ja pytałam i nadal pytam o ODCZUCIA na początku naszego życia, bez względu na to jak wygląda problem teraz. Choć gdy pytasz rolnika gdzie i w jakich warunkach zasiał ziarno to nie jest to ważne dla całej rośliny, która wyrasta z ziarna? O uczucia kiedyś nie pytano, ale rolnicy sami korzystali z rytmów księżyca, czyli wody, czyli uczuć, które wpływały na jakość całego plonu.

Według Totalnej Biologii Choroba jest rozwiązaniem konfliktu, a nie konfliktem samym w sobie, choć nieświadomy umysł, czyli większość świata postrzega chorobę jako coś złego, z czym trzeba walczyć. To, co jednak potwierdziły tysiące, a pewnie już teraz miliony ludzi na całym świecie zajmujące się uzdrawianiem to, że wyrażenie tych odczuć, przyznanie się do nich i uwolnienie ich z ciała powoduje uruchomienie przepływu i uzdrowienie.

I piszę Ci o tym, choć pewnie już to wielokrotnie pisałam, a ty czytałeś w wielu różnych tekstach czy książkach, jednak powtarzanie i przypominanie jest najlepszą metodą na zrozumienie i zapamiętanie. Jak to powiedział Carl Gustaw Jung „To, co nie zostało zakomunikowane, wyrażone w przeszłości, staje się naszym przeznaczeniem w teraźniejszości.”

Obecnie wszyscy chorujemy na koronawirusa, nawet jeśli tylko ułamek populacji „rzeczywiście” jest „zarażonych” w ciele. Ta choroba stała się naszym „przeznaczeniem”, której znaczenie każdy z nas może i nawet powinien odkryć i uzdrowić w sobie. Dlatego o tym pisze, bo robię to codziennie.

Rozpoznaję po kolei wszystkie historie, które są związane z tą chorobą i uzdrawiam je w sobie.

I głównym konfliktem jest tutaj strach we wszystkich jego odmianach. A jego rozwiązaniem jest …. według umysłu i świata poczucie bezpieczeństwa. A według Ducha coś innego, o czym zapominamy, a jest odpowiedzią na wszelkie problemy tego świata: Miłość! https://www.youtube.com/watch?v=1RyjqHE_UkU

I to jest pytanie czym dla Ciebie jest poczucie bezpieczeństwa? Często o to pytam na warsztatach czy sesji bo dzięki temu można momentalnie poczuć się bezpiecznie. Kiedy odkryje się przekonania dołączone do tego stanu i uwolni te haczyki i połączy z czystym uczuciem bezpieczeństwa, który każdy z nas ma wewnątrz siebie.

Zastanów się teraz, w tej chwili, co dla Ciebie znaczy bezpieczeństwo. Z czym je kojarzysz? Jakie warunki według twojego zapisu w umyśle muszą być spełnione, abyś czuł się bezpiecznie, czyli wtedy też nie podlegał strachowi?

…..

Masz to?

Ja jestem bezpieczna, bo mam uczucie bezpieczeństwa w sobie, bez względu na to gdzie mieszkam czy z kim przebywam i co robię. Bo to jest jak sama nazwa mówi poczucie, a nie rzecz, to stan ducha, świadomość tego, kim jestem naprawdę, które mam od zawsze w sobie. Każdy z nas to ma, tylko zapomnieliśmy, bo ta pamięć jest głęboko poza zasłonami umysłu i została zastąpiona przekonaniem, że to pieniądze, zdrowie, dom, rodzina, pokój na świecie czy cokolwiek masz na tej liście jest tym bezpieczeństwem. A to jest uczucie wewnętrzne, które może być wolne od tych wszystkich rzeczy, bo wtedy możesz się czuć bezpiecznie w każdej sytuacji czy miejscu. To prawda o tym, że życie trwa wiecznie i nie można go zabić ani ty ani nikt tutaj umrzeć. Umrzeć może tylko ciało, choć ono też tylko ulega przemianie, ale duch zawsze jest wieczny.

Ja podróżowałam po Europie autostopem sama setki tysięcy kilometrów, również nocą właśnie dlatego, że czułam się bezpieczna, choć większość bała się nawet słuchać samych opowieści o moich podróżach. Teraz wszystko co do tej pory było „filarami” ziemskimi kojarzonymi z bezpieczeństwem odchodzi. Właśnie po to, by nas w pełni uwolnić, abyśmy odkryli prawdę poza iluzjami, które sprzedawał nam ten system, a my uwierzyliśmy.

I rozumiem, że większość ludzi będzie miała właśnie opór przed puszczeniem przywiązania do tego, co przez lata stanowiło fundament życia i poczucia bezpieczeństwa. Tylko że jeśli byłby to prawdziwy fundament, zbudowany na solidnych podstawach i prawdzie o tym, czym jest życie i co jest tutaj ważne, to nigdy by się nie rozwalił. A ten świat upada, dlatego że jest zbudowany jak domek z piasku, który przy pojawieniu się większej fali rozpuści się w niej i zniknie.

Bardzo często podczas tego czasu przypominała mi się moja ulubiona opowieść o tym, że wszystko co się wydarza jest ku najlepszemu. Wysyłam ci ją już dziesiątki razy, ale dziś naprawdę proszę przeczytaj ją i zrozum, że ona właśnie jest o takiej sytuacji. http://thejourney.pl/wszystkiego-co-najlepsze/

Dla mnie przez wiele lat te słowa Trust – Zaufaj że wszystko cokolwiek się wydarza jest ku najlepszemu, były wsparciem w momentach przejścia. Czułam, że to prawda, ale ja teraz tego jeszcze nie widzę jako najlepszego, bo żal, strach, złość przesłaniał mi to widzenie. Kiedy w 1997 r. szukałam pracy i nie wiedziałam co robić w życiu, kiedy w 2001 r. się rozwodziłam, kiedy w 2004 r. mój brat popełnił samobójstwo, kiedy w 2010 byłam przez 2 miesiące bez pracy i środków na utrzymanie dzieci i mieszkania w mieście. Ja to naprawdę wszystko przeszłam, nie piszę ci o moim cudownym stanie teraz, dlatego że tak zawsze było. Teraz widzę każde z tych doświadczeń jako etap przejścia do nowego i jestem wdzięczna za każde doświadczenie. Ponieważ byłam przywiązana do rzeczy, ciał, ludzi, zdarzeń to wtedy bolało. Bo nie widziałam i nie czułam tego, co jest głębiej, niezmienne, trwałe i czyste. Teraz widzę, czuję i doświadczam tego zaufania, spokoju i miłości. I nadal codziennie czyszczę wewnętrzną przestrzeń i uwalniam jeszcze nadal leżące zapisy przywiązania,drobne, już nie tak ogromne jak kiedyś kolosy, ale to nadal jest codzienna praktyka i praca. Od kiedy zrozumiałam, że to ta praca uwolni mnie od wojen i bólu tego świata, to … po prostu ją robię. Tak samo jak kiedyś codzienne pisanie projektów o dotacje, pracę z politykami, zakładanie dziesiątek stowarzyszeń i fundacji, organizowanie festiwali, koncertów itp., itd.,

Kiedy 9 lat temu zaczęłam prowadzić warsztaty to kolejne zdanie Jezusa z Kursu Cudów dało mi kolejne wsparcie do wprowadzenia w życie tego zaufania i codziennego praktykowania odpuszczania starych historii, które więziły mnie w bólu:„Cuda są prawem każdego, ale najpierw koniecznie jest oczyszczenie”.

Obecnie wszyscy przechodzimy czas oczyszczania. Wirusy i bakterie takie mają zadanie w przyrodzie. A dla mnie głębokim celem tego całego procesu jest doświadczanie cudów. A dla Ciebie? Jak każdy remont i sprzątanie nie trwa wiecznie, choć każdy kto go przechodził uważa, że to trwało ”zbyt długo”. A to tylko trwało tyle ile było do wyremontowania. Jeśli zrobisz to w mądry sposób, to potem będziesz miał… porządek. Jeśli będziesz walczył z tym, co się wydarza, to .. będziesz miał walkę. A to i tak się wydarzy. Nawet jeśli remont „kosztuje” i większość może być „spłukana”, to na końcu wszystko jak zawsze będzie dobrze, bo taka jest natura cyklów życia.

Kilka lat temu spędziłam trochę czasu czytając o wszystkich epidemiach w historii ludzkości. Zajęłam się tym nie dlatego, że tak mnie pasjonują choroby, bo akurat choroby mnie w ogóle nie interesują. Interesuje mnie uzdrawianie i uwalnianie się od chorób i konfliktów. Zajęłam się tym ponieważ uczestnik warsztatu w Biorezydencji w Górach Izerskich rzucił mi w twarz „Ty Cholero!”. I oczywiście potraktowałam to jak komplement. 😉 Bo czułam, że chciał mi dać znać, jak docenia to, że powiedziałam mu prosto w oczy prawdę, którą on znał, ale ściemniał przed światem że jest inaczej. Wolałabym żeby ktoś inaczej wyrażał swoje uznanie, ale skoro otrzymałam takie, to usiadłam do rozpoznania tej etykietki. Jak to zawsze robię, jeśli ktoś rzuca mi „mięsem” w twarz, albo nawet opowiada jakąkolwiek krytykującą historię w mojej obecności. Przyglądam się temu czemuś, niekoniecznie to zjadam, nie karmię się tą krytyką, ani jej nie przejmuję, tylko ją przYjmuję na chwilę i kiedy rozpoznam znaczenie, to ją odpuszczam. W końcu jestem od 30 lat wegetarianką, więc za taką „karmę” już dziękuje. 😉

I odkryłam zarówno w internecie jak i w materiałach Recall Healing i Totalnej Biologii, że cholera podobnie jak dżuma czy inne epidemie pojawiała się na przestrzeni wieków w trakcie dużych zmian kulturowych. Kiedy coś starego, system, wierzenia religijne, kultura, wiedza odchodziły, ale „stare” pokolenie przywiązane do tradycji nie chciało tego puścić to wtedy na scenę wkraczały wirusy, bakterie, choroby, które robiły czystkę. Ci, którzy chcieli się oczyścić i poddali się kwarantannie w większości przeżywali. Oporni na zmiany odchodzili. To właśnie od tych epidemii wzięło się to sformułowanie. Kwarantanna pochodzi od słowa qwarenta czyli czterdzieści, bo tyle trwa kwarantanna, czyli leczenie objawów cholery. To jest przechodzenie 40 dniowego postu, który wymaga odosobnienia, wręcz izolacji od bodźców zewnętrznych, czystości i picia przede wszystkim wody. 🙂 Teraz przechodziliśmy ten etap w okolicach wielkiego postu, który właśnie trwa około 40 dni. Kościół nie wymyślił sobie tego postu bez sensu. Zresztą on tylko przyjął metody już od tysiącleci znane u pogan albo innych religii jako sposób na przejście zmiany. Chyba pierwszym znanym „przejściem” był Potop, który trwał 40 dni.

Moja koleżanka z Recall Healing Magda Wdowiak napisała też świetny tekst o koronowirusie, który polecam: http://kuznia-zdrowia.pl/koronawirus-covid-19-w-biologii-totalnej-upadek-patriarchatu-na-swiecie/ Ja napisałam trochę inne spojrzenie i raczej odnośnie samego słowa pandemia i co ono tak naprawdę oznacza, ale o tym będzie w następnym liście.

Kwarantanna już niedługo może się zakończyć, jeśli przejdziemy ją wszyscy świadomie i otworzymy się na zmiany. Każdy z nas tą zmianę przechodzi. I od ciebie zależy czy przejdziesz ją z lekkością czy z bólem, bo ona i tak się wydarzy. I twoje odczucia i myśli mają również wpływ na zakończenie tej sytuacji. Bo kto ma to zrobić? Rząd, WHO, lekarze? Tak, oni robią to co mają robić. Ale tu potrzebne jest zupełnie nowe rozwiązanie, takie, jakiego jeszcze świat nie zna, bo przecież niby jest to nowy rodzaj wirusa, więc to może potrwać miesiącami albo nawet rok. Chodzi też o kolektywną współpracę i wspieranie się, nawet jeśli właśnie teraz nie możemy tego robić często „fizycznie”. To jest piękna lekcja tego, co tak naprawdę jest ważne w obecnym świecie. Czy obecność ciałem, czy … duchem?

Co dla Ciebie jest ważne w tym czasie? Nad czym, za czym ty płaczesz teraz, czego ci brakuje w tym wyjątkowym czasie? I co odkryłeś podróżniku wyjątkowego i ważnego o sobie teraz?

I jeśli każdy z nas poczuje odpowiedzialność za tą sytuację i uzdrowi ją w sobie, to … może zdarzy się Cud. Nie wiem jaki, ale z doświadczenia wiem, że kiedy ja uzdrowiłam w sobie jakikolwiek ból i konflikt, to przekładało się na wsparcie w rozwiązaniu następnych osób, a nawet dużych grup. To nawet jest chyba logiczne i każdy z nas tego doświadczył, że jeśli nauczyliśmy się ze zrozumieniem jakiegoś materiału, rozwiązaliśmy jakieś zadanie, to z łatwością mogliśmy pomóc komuś innemu rozwiązać podobne, przedstawić je na forum nawet, jeśli ktoś miał ochotę. I kiedy mówię o odpowiedzialności to nie oznacza to od razu robienia czegoś i działania w celu ratowania świata. Tak byliśmy uczeni, aby rozumieć to słowo. I jeśli masz ochotę to robić, cokolwiek, to proszę bardzo, jeśli wierzysz że to coś zmieni i rozwiąże konflikt. Ja kiedyś w to wierzyłam i byłam działaczką i aktywistką lokalną. Tylko że jeśli moje, twoje, systemu działania nie przynosiły trwałego rezultatu, bo były zalepianiem dziury, w którą za chwilę ja i system znów wpadał. Co powodowało znów głębokie poczucie winy, frustrację, żal i złość. I tak w kółko. Każdy z nas nosi na barkach całe ciężary poczucia winy z przeszłości, które blokują przepływ zarówno krwi, tlenu jak i impulsów nerwowych, które uaktywniają w naszej głowie zdolności rozumowego myślenia i np. znajdywania o wiele szybciej rozwiązań konfliktów. Bo nie ma połączenia ze źródłem, które jest w sercu. Jak możesz mieć połączenie między głową i sercem, jeśli po drodze masz wielkie głazy poczucia winy na barkach, a w płucach kamienie czyli smutki i żale? No i oczywiście strachy, które są strażnikami tej przeszłości, która wydaje się nam taka straszna.

Teraz kiedy rozumiem słowo odpowiedzialność jako Odpowiedzi-al-Ność czyli inaczej to ujmując „nosić odpowiedzi w sobie” to widzę jak lekko można żyć i odpowiadać na każdy problem. Bo odpowiedzi są już w nas, trzeba do nich tylko dotrzeć. I odpowiedzią jest czasem powiedzenie właściwego słowa, rozwiązanie zagadki, a czasem działanie, zrobienie czegoś jako odpowiedź – reakcja na problem. Jednak najważniejsze jest najpierw odkrycie tej odpowiedzi, a potem działanie, a nie odwrotnie. A drogą odnajdywania odpowiedzi jest drogą do wewnątrz, do źródła wszelkiej prawdy, do serca, gdzie podobno mieszka miłość i Bóg. To może mało do tej pory uczęszczana ścieżka, ale polecam. Kiedyś będzie bardzo popularna. http://thejourney.pl/droga/ W słowie „odpowiedzialNOŚĆ” jest również OŚ. Co dla Ciebie jest tą osią, na której opierasz swoje działania i wybory?

I dlatego piszę do Ciebie, bo chciałabym odkryć razem to rozwiązanie, a właściwie otworzyć przestrzeń, w której to rozwiązanie się pojawi. Może nie będzie to sposób, którego większość ludzi się spodziewa. Bo ten czas jest czasem zmian i odkrywania innych, wodnikowych, niekonwencjonalnych rozwiązań. Nastaje Era Wodnika, który patronuje innym, odważnym, czasem nawet szalonym pomysłom. Co nie znaczy, że niebezpiecznym, tylko innym, trochę „dziwnym” dla tradycyjnego podejścia. Ale też ta sytuacja, której obecnie doświadczamy jest inna, mimo że w historii były podobne. Dlatego też rozwiązanie ma być inne. I każdy z nas może je odnaleźć.

Zatrzymaj się na chwilę teraz i zastanów jakie rozwiązanie uzdrowiłoby tą sytuację? Co byłoby dla Ciebie największą niespodzianką i rozwiązaniem tego co wydarza się na poziomie fizycznym obecnie? Co może uzdrowić ciało fizyczne oraz ten świat i wyzwolić z tego „więzienia”?

Przypomniały mi się tutaj słowa Gandhiego „Bądź zmianą, którą pragniesz widzieć w świecie”.

I kiedy chodzi o zmianie to nie od razu chodzi o działanie. Gandhi zrozumiał co ma robić i jak robić właśnie kiedy jego „ciało fizyczne” było w więzieniu. Ale wtedy właśnie jego „duch” się narodził.

Bo tak bardzo cenimy ciało fizyczne i jego cechy, a zapominamy czym ono tak naprawdę jest. I ludzie czasem jeszcze dziwią się, kiedy ja pytam i mówię o uczuciach jako tej wodzie, z której „zbudowane” jest to konkretne ciało, a na głębszym poziomie to energia. Czy pamiętasz lekcje fizyki ze szkoły i czego nas tam uczono? „Fizyka to nauka przyrodnicza, zajmująca się badaniem najbardziej fundamentalnych i uniwersalnych właściwości oraz PRZEMIAN MATERII i ENERGII, a także ODDZIAŁYWAŃ między nimi”. https://pl.wikipedia.org/wiki/Fizyka Czy mamy tu coś o „konkretnym” ciele „fizycznym”?

Dla mnie najsławniejszym fizykiem i matematykiem był Albert Einstein, urodzeniowy wodnik (tak jak ja ;). Kiedyś, 18 lat temu, gdy pracowałam w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Elblągu i dostałam talon na kupienie sobie prezentu z okazji Dnia Kobiet wybrałam książkę „Myśleć jak Einstein”. To taki „typowy” prezent wodnikowej kobiety 😉 Co oczywiście nie oznacza, że będę twierdzić, że Einstein był kobietą, jak to próbowały udowadniać bohaterki polskiego filmu SEKSMISJA, który wydaje się być również dziś bardzo „proroczym”. Dla nich zarazą było „coś” innego i uśmiałam się oglądając te 4 minuty 😉 https://www.youtube.com/watch?v=lwleaxA0ps0

Książkę o Einsteinie przeczytałam, choć do dziś pamiętam właściwie jedno stwierdzenie. Pamiętam nie tylko dlatego, że jest mądre, ale przede wszystkie dlatego, że sprawdziłam prawdziwość jego tysiące razy. Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza, bo choć wiedza wskazuje na to, co jest, wyobraźnia wskazuje na to, co będzie. https://pl.wikiquote.org/wiki/Albert_Einstein

Dlatego tak prowadziłam przez lata warsztaty i sesji, zadając pytania, a nie przedstawiając ci daną, już poznaną przeze innych, nawet bardzo mądrych ludzi wiedzę. Dzięki temu podczas każdego warsztatu czy sesji okazywało się, że wspólnie odkrywaliśmy coś nowego, coś poza tym, co było napisane w książkach, w wiedzy Recall Healing czy jakiejkolwiek innej nauce. I dalej tak będę robić i zadawać ci pytania, bo one otwierają sferę wyobraźni i wiedzy wewnątrz nas i połączenie z Duchem, który wie o wiele więcej niż nasz mały, ludzki umysł.

Ostatnio krąży po internecie inna wspaniała wiadomość, którą podobno Einstein pozostawił swojej córce, w której opisuje o „odkryciu przez niego” największej siły, która możesz zmienić cały świat. https://dobrewiadomosci.net.pl/9349-list-albert-einsteina-do-corki-o-uniwersalnej-sile-jaka-jest-milosc/

Miałam ci jeszcze napisać o swoim początku i to, co w moim życiu spowodowało pojawienie się koronawirusa, aby pokazać ci jaki konflikt ja uzdrawiałam, ale poczułam, że na teraz wystarczy już tego pisania. O tym napisze w następnym odcinku, za kilka dni.

I chciałabym cię prosić o odpowiedź na pytania, które zadałam w liście. Odkryj swój początek i swoje historie i lekcje do nauczenia podczas tego stanu wyjątkowego. Nie musisz odPowiadać mi, pisać do mnie, ale też możesz, jak zawsze. Weź kartkę i długopis albo najlepiej zeszyt, dziennik i zapisuj to, co pojawi się jako efekt twojej kontemplacji i otwierania się wewnątrz na inspirację i wgląd. Bez osądzania, bez zastanawiania się, tylko po prostu to wyjmij z siebie. Wypisz też wszystkie swoje myśli, uczucia i strachy. I porozmawiaj o tym z kimkolwiek, wyraź to co czujesz, myślisz. A jeśli poczujesz inspirację aby coś „zrobić” z tym co poczułeś to idź za tym.

I pamiętaj o oddechu!

Dla mnie oddech jest najlepszym i najszybszym kołem ratunkowym. Głęboki oddech pozwala nam w sekundę poczuć że żyjemy i uspokoić zafiksowany na różnych wiadomościach umysł. I będzie ostatnią podobno rzeczą, którą zrobi nasze ciało jeśli umrze, więc pamiętaj o oddechu.

I pamiętaj o wodzie!

Szklanka wody jest tym, co w najprostszy sposób daje nam zaspokojenie pragnienia i również oczyszcza ciało. I przypomina nam o czuciu, płynach, z których nasze ciało jest zbudowane w 80 procentach. Pamiętaj o wodzie i poczuciu siebie.

I pamiętaj o wyrażaniu siebie!

I dla mnie długopis i zeszyt jest najprostszym i dostępnym narzędziem do wyrażania w dzienniku swoich myśli i uczuć. Oraz do oczyszczenia umysłu z historii, strachów i bólów przeszłości, które wydają się być prawdziwe w teraźniejszości i boimy się do nich przyznać ze strachu przed osądem. Zeszyt jest przyjacielem, który weźmie to na klatę i wtedy zobaczysz, że to wszystko to tylko iluzje w twoim umyśle.

I pamiętaj o Miłości!

Kiedy oczyścisz ciało i umysł, to łatwiej będzie Ci dotrzeć do serca i poczuć miłość, która jest najprostszym i najszybszym sposobem powrotu do nieba, do połączenie z Bogiem.

To co było na początku jest i na końcu.

Właśnie przypomniała mi się historia, którą opowiadała moja przyjaciółka Janya na Gomerze.

Opowiadała o tym jak to dwóch Polaków wyjechało za granicę, daleko od domu, za tzw. chlebem, choć wiemy wszyscy, że nie za chlebem, bo przecież w Polsce jest najlepszy chleb na świecie. I na święta jeden z nich, powiedzmy Janek dostał paczkę z Polski z wspaniałymi polskimi specjałami. A drugi, Staszek siedział obok i nic nie dostał i ślinka mu ciekła na widok tych pyszności. Kiedy Janek wyciągnął pierwszy prezent Staszek zapytał czy się z nim podzieli. I on odpowiedział: Oczywiście, ale najpierw napij się szklankę wody. Co też Staszek zrobił. Po chwili Janek wyciągnął drugi prezent i Staszek znów zapytał o to samo. I odpowiedź była również taka sama. I Staszek posłusznie wypił kolejną szklankę wody. Po chwili Janek wyciągnął kolejny prezent i procedura się powtórzyła. I tak trwało. Aż Janek wyciągnął ostatni smakołyk i zapytał Staszka: Chcesz? Na co Staszek: Nie, już jestem pełny. No widzisz Staszku, tobie się pić chciało a nie jeść!

Pozdrawiam Cię ciepło i z miłością z domku pod lasem i życzę prawdziwego odrodzenia i zmartwychwstania do Prawdy w sobie!

A jeśli dzisiaj nikt Ci tego nie powiedział, to Kocham Cię!

Kinga

****

Z moimi dziećmi śpiewaliśmy ostatnio melodię „Codziennie umiera Chrystus w nas, codziennie on zmartwychwstaje!” https://www.youtube.com/watch?v=nC4MCD0DKF0&t=26s

Written on April 24th, 2020 , świadomość

The Journey Pl is proudly powered by WordPress and the Theme Adventure by Eric Schwarz
Entries (RSS) and Comments (RSS).

The Journey Pl

Podroz do Siebie